Stylowy, czarny kryminał „Tajemnice Manhattanu” Colina Harrisona
Taśma nr 93
Na ekranie widać krzesło oraz niewielki stolik przed nim. Światło jest słabe. W tle słychać szum klimatyzacji. Obok stolika stoi Simon Crowley. Simon to kolekcjoner ludzkich cierpień. A może i nieludzkich. W każdym razie jest to prawdziwy artysta. Nieokiełznany, nie podlegający regułom, kochający – oczywiste. Szum klimatyzacji staję się nieznośny. Crowley stoi nieruchomo. Jest wątłej budowy, ma dziwną twarz. Zaczyna mówić.
Taśma 97
Przedpokój. Słychać strzał. W kadrze pojawia się czarnoskóra kobieta. Ma na sobie sportową bluzę i krew.
Taśma 15
Kamera jest niestabilna, jakby trzymana w ręce, a może w ukryciu. Widać ogromne plecy idącego mężczyzny. Jest ciemno. Mężczyzna prowadzi przez coś, co wygląda na tunel kolejowy. Po chwili mija wychudzonego bezdomnego chłopca, który niesie na plecach plastikowe worki. Jest siwy i zgarbiony. Jego twarz nie wyraża nic. Mężczyzna skręca i przeciska się przez szczelinę w ścianie. Kamera idzie za nim. Po drugiej stronie widać delikatne światło ekranu laptopa oraz starszego wychudzonego mężczyznę. Witam, panie Wern! Nazywam się Ralph.
PS: Po przeczytaniu pamiętam tą silną postać i te silne obrazy, i mimo to, że książka oszczędnie wplata opisy tego, jak wygląda otoczenie, to jednak właśnie obrazy kotłują mi się w głowie najbardziej. Psychologia postaci oraz ich motywacje, dopracowane w szczegółach to również mocna strona tej dość wąskiej fabuły – jedno miasto, w zasadzie jedno pokolenie. Najmniej wciągnęła mnie sama intryga, ale nie przeszkadzała mi dość szybko i z nieukrywaną przyjemnością przebrnąć przez tą książkę. Teraz czas do kina!