JESIENNA ZADUMA | Czytam wszędzie | Blog dla miłośników książek

JESIENNA ZADUMA

24.10.2019

Powiedzmy sobie to szczerze i otwarcie: jesień to nie jest najgorsza pora roku, ba!, to pora roku całkiem znośna, gdy pod uwagę brać długość wieczorów czy ilość spożywanych ciepłych napojów. Mam nadzieję, że wiecie, o czym chcę napisać.

O czytaniu, to jasne jak słońce. Jesień sprzyja tego rodzaju aktywności, choć oczywiście osobną sprawą jest, jakie lektury dobrać na taką porę roku. Proponuję zacząć od jakiejś z psem. Książek na ten temat wychodzi teraz dużo. I słusznie. My zajmiemy się tą, która porwała mnie na kilka jesiennych wieczorów.

Tytuł książki „Był sobie pies 2” nawiązuje do znanego bestsellera autorstwa W. Bruce’a Camerona. Dla tych, którzy pamiętają tamtego psiego bohatera dobra wiadomość będzie taka, że Bailey powraca. Zła wiadomość jest taka, że jest już staruszkiem, cierpiącym dość poważnie, co kończy się tak jak kończy się na ogół w takich przypadkach. I jest to, nie muszę dodawać, jedna z pierwszych scen, gdzie niektórym polecą łzy.

Złe wiadomości w książkach o psach na ogół jednak poprzedzają dobre wiadomości i nie inaczej jest w tym przypadku. Otóż Bailey powraca – w nowym wcieleniu, z nową energią. O tym, że on to on, nie wiedzą oczywiście ludzie, choć on wie wszystko, ba, wszystko pamięta. Opowieść snuta z jego perspektywy daje więc szersze pojęcie o psim życiu, o psich tęsknotach, miłościach, wierności i przywiązaniu. I tu znów niektórym polecą łzy.

Czytałem „Był sobie pies 2” w zachwycie, wzruszeniu i z przejęciem, bo W. Bruce Cameron posiadł nie tak powszechną przecież umiejętność właściwego i celnego opisywania psich rytuałów i zachowań. To książka, którą z czystym sumieniem polecę każdemu miłośnikowi kudłatych (lub nie) czworonogów, zastrzegając jednak, że trzeba mieć mocne serce, bo lekturze towarzyszą rozmaite emocje.

Jesień jednak – mówią niektórzy – sprzyja wzruszeniom, dlatego śmiało mogę też polecić inną książkę. Tym razem będzie to zbiór opowieści, a właściwie mikropowieści. „Nieradość” Pawła Sołtysa to bowiem klaser z drobiazgami zebranymi podczas intensywnego przeżywania i przypatrywania się rzeczywistości.

W tej kolekcji miniatur wielkimi bohaterami i bohaterkami są pojedyncze sprawy, które na ogół – w pozaliterackim życiu – umykają naszej uwadze. Albo którym nie chcemy się zbytnio przyglądać.

Dajmy na to przemijanie, które – wszyscy przecież o tym wiemy – jest nieuchronne, ale któremu lepiej nie patrzeć prosto w oczy, zwłaszcza że na pytanie o samopoczucie można usłyszeć, że ktoś „czuje się jak własny nekrolog”. Albo szczekający w oddali pies, który „za ciemno, by coś więcej o nim powiedzieć”, a równocześnie „raczej niemały, raczej żywy, raczej w skardze”. Ewentualnie jeszcze taki Daniił Charms. Pewnie większość czytelniczek i czytelników o nim nie słyszała, ale od Sołtysa się dowie, że „umarł zimą czterdziestego drugiego roku w psychuszce przy Arsenalnej 9”. Najprawdopodobniej z głodu.

Wymienieni powyżej bohaterowie i wymienione sytuacje – to ledwie cząstka tego, o czym przeczytamy w „Nieradości”. Sołtys ma nie tylko oko, nie tylko ucho, ale także i inne narzędzia do wielowrażliwego komunikowania się ze światem. Jest poza tym samoświadomym autorem. Rozważania o pisarzu i pisarstwie to zresztą osobny wątek tej opowieści.

Zwraca też uwagę język. Przepełniona czułością, zaskakującymi połączeniami i skojarzeniami słów narracja to przejaw nie tylko uważności i skupienia. Zdania z tego zbioru oplatają rzeczywistość jak bluszcz, odkształcając w kierunku smutku i melancholii.

Jednym z najważniejszych tematów staje się perspektywa doczesna. Tytułowa „Nieradość” to przecież wskazanie nie tylko na określony stan ducha, ale przede wszystkim na pewien sposób odczuwania rzeczywistości. Stąd natomiast już tylko krok do zadumy jesiennej, która kocha wszystkie te doskonale nam znane metafory związane z odchodzeniem, obumieraniem, końcem pewnego cyklu. W każdym razie jeśli macie ochotę na literacką ucztę, to należy poważnie rozważyć lekturę „Nieradości”.

Skoro przy ucztach jesteśmy – skądinąd wiemy, że uczty mogą być rozmaite. O niektórych przeczyta większość z nas w książkach albo obejrzy na fotografiach. Na przykład o tych, gdzie przy suto zastawionych stołach biesiadują uradowani swoim wzajemnym towarzystwem ludzie. Próbowałem ich szukać zresztą – powiem szczerze – w części V książki Pawła Reszki „Czarni”. Ta część nazywa się chyba nieprzypadkowo przecież „Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu”?

W rozdziałach zawartych w tym fragmencie książki nie ma jednak o biesiadowaniu. Przynajmniej nie od razu. Pierwszych kilka stron to rozważania o celibacie. Nie wszyscy księża – co wiemy nie od dziś – potrafią utrzymać dyscyplinę. Okoliczności sprzyjają do małych grzeszków. Imieniny, urodziny, rocznice święceń to również często okazja do imprez. „Mówi się, że w środowiskach kapłańskich są trzy uzależnienia: worek, korek i rozporek. Worek to wiadomo, że chodzi o pieniądze, rozporek, czyli kwestia seksualności, i korek, czyli alkohol” – mówi jeden z rozmówców.

Biesiadować można więc różnie, a nadużywanie alkoholu czy kłopoty z celibatem to jeden z kilku grzechów, jakich dopuszczają się bohaterowie książki Reszki, księża. Znany bowiem z książek o bankierach czy lekarzach reporter tym razem zajął się środowiskiem księży właśnie. Spotykał się ze zwykłymi kapłanami, rozmawiał także z uczonymi; zajrzał do małych parafii, dotarł również do proboszczów z większych ośrodków. Jego książka to kalejdoskop różnych postaw i punktów widzenia.

Całość podzielona jest na siedem wątków tematycznych, a tytuły poszczególnych części odnoszą się zarazem do siedmiu grzechów głównych. Reszka pokazuje w ten sposób księży od ludzkiej strony. Mowa jest więc tu nie tylko o rozpasaniu, nadużyciach, ale także o poświęceniu czy samotności. Wiele wypowiedzi wzbudzi gniew, ale przy wielu poczujemy także współczucie.

Zwłaszcza wieńczący książkę rozdział „Kres” może poruszyć. „Boi się ksiądz?” – pyta Paweł Reszka. „Czasami tak” – odpowiada Andrzej, proboszcz. „Jak wracam z Wigilii od rodziców, myślę: ‘Boże, mają ponad osiemdziesiąt lat. Co będzie, kiedy ich zabraknie? Co będzie potem?’. Wiadomo co. Dom księdza emeryta, spotkanie w gronie weteranów. (…) Myślę sobie, że może nie będę długo żył. Więc może nie ma sensu martwić się do przodu, myśleć o tym domu emeryta. Chyba takie zamartwianie się jest bez sensu” – kończy swoją wypowiedź rozmówca Reszki, pozostawiając nas, mimo wszystko, w lekko jesiennej zadumie.

 

 

Wymienione książki kupisz w Inmedio, Relay, Discover Poland, The Warsaw Store i Virgin. Polecamy!

 

Bruce Cameron, „Był sobie pies 2”. Przeł. Edyta Świerczyńska. Wydawnictwo Kobiece, Warszawa 2019.

Paweł Sołtys, „Nieradość”. Czarne, Wołowiec 2019.

Paweł Reszka, „Czarni”. Czerwone i Czarne, Warszawa 2019.

Autor

Marcin Wilk
Marcin Wilk
Marcin Wilk – dziennikarz, publicysta, kurator. Freelancer. Współpracuje m.in. z miesięcznikiem „Znak“ oraz „Charaktery” i Instytutem Goethego w Krakowie. Współtwórca i przez wiele lat kurator pasma Przemysły Książki na Festiwalu Conrada. Autor m.in. biografii „Tyle słońca. Anna Jantar“ (2015), „Kwiatkowska. Żarty się skończyły” (2019) oraz reportażu historycznego „Pokój z widokiem. Lato 1939” (2019). Aktywny w mediach społecznościowych jako Wyliczanka, a także jako twórca cyklu na YT #rozmoWyliczanki oraz podcastu „U Wilka mowa”.
Artykuły autora